ŁAMANIE BARIER

łamanie-granic

Nazwa bloga jak wcześniej kiedyś wspominałem nawiązuje do mojego wieku. Zacząłem biegać systematycznie gdy miałem 39 lat i jakoś ta nazwa tak sama się nasunęła. Jednak jest jeszcze jedno podłoże tej nazwy:) Odkąd zacząłem biegać nie tylko dla straty wagi ale przyjemności i wyników pojawiały się granice do przełamania. Pierwszym wyznacznikami były oczywiście biegi na 10 km.

Pierwszy mój bieg na 10 km to był czas ok 1 godziny. Pierwszym startem był bieg w Sadku w 2010 roku i czas 54:22. Start w Sadku był jednym z ostatnich biegów przez kolejne półtora roku. Kiedy w 2012 roku pierwszy raz pobiegłem 10 km treningowo zrobiłem czas 59:53. Od tego czasu systematycznie planowałem sobie zbijanie tego czasu. Pierwszym etapem było zejście poniżej 55 minut. Biorąc pod uwagę, że szybko traciłem wagę i zyskiwałem kondycję nie było to takie trudne. Przełom nastąpił 24 lutego. Od razu bardzo ostro. Na imieniny wybiegałem sobie czas 51:48. W kwietniu biegałem 10 km w czasie 49:58. Nadszedł czas na kolejną granicę. 45 minut.

Do końca roku w startach 4 razy ocierałem się o tą granicę i 3 razy ją przekraczając a kończąc rok 2012 z wynikiem 43:43 wybieganym w Warce. Oczywiste się stało jaki jest kolejny próg. Złamanie magicznej dla wielu biegaczy 40. I świadomość tego, że to raczej ostatnia granica bo nie wiem czy będę chciał biegać szybciej.

Wiedziałem, że nie będzie to łatwe. Dla mnie bieganie w okolicy 43 minut to już naprawdę szybkie bieganie. Ale granice są po to by je przekraczać. Rok 2013 rozpocząłem naprawdę mocno. Pierwszy start w Radomskich Kazikach i czas 42:13 pokazał mi że nie jest tak źle jak myślałem. To już tylko 134 sekundy. Ale tak naprawdę to kosmos. Ale wiedziałem, że się uda. To była kwestia czasu. I drugie podłoże nazwy tego bloga. Zaczął się mój bieg w czterdziestkę. A rok 2013 był do tego rokiem idealnym. 30 sierpnia kończyłem 40 lat. Więc była szansa na połamanie obu 40dziestek. Ale na tym etapie wszystko szło bardzo wolno, tu nie było mowy o urywaniu minut. Zaczęła się walka o każdą sekundę.

3 miesiące zajęło mi urwanie z rekordu 10 sekund. 10 sekund!!! 10 ze 134 które pozostały do urwania. Lekkie załamanie. Jak szybko trzeba biec by urwać kolejne 2 minuty. Przecież ja już nie jestem w stanie biec szybciej. Jednak 2 miesiące później udaje się pobiec ze średnim tempem 4:06, ale nie ma pełnej dychy. Bo w Brodach trasa liczy 9.700 metrów:) Kolejny miesiąc i start w Biegu Kruka przynosi średnie tempo 4:05 i jestem już naprawdę blisko bariery 40 minut. Mijają kolejne 2 miesiące. Bardzo liczę na bieg w Kozienicach. 12 października 2012. Staram się spokojnie podejść do biegu, wierzę w swoje siły i wiem, że jestem wstanie to zrobić. To był dobry bieg, bardzo dobry … jednak nie aż tak dobry. Średnie tempo 4:04 i czas 40:44 . Jest życiówka, ale nie ma euforii. To jeszcze nie dzisiaj. Trzeba pobiec o 45 sekund szybciej. No to może jutro?

Jutro? Jak jutro? Oszalałeś? Kto biegnie bardzo mocny bieg jednego dnia by następnego pobiec kolejny mocny tylko mocniejszy? No moi znajomi powiedzą, że czub ze Skarlandu:)
V Memoriał Krzysztofa Wolińskiego będę długo pamiętał. Z wielu powodów. Bo byłem potwornie zmęczony po biegu w Kozienicach. Bo bieg odbywał się w moim rodzinnym mieście. Mało tego, pętle biegu prowadziły praktycznie pod oknami bloku w którym mieszkam. Jak zwykle gdy biegam z większą grupą znajomych (a tak akurat było tym razem) panowała atmosfera luzu, to było nasze hasło. Biec na luzie i bez napinki. Taki miał być ten bieg, tylko na zaliczenie dystansu. Nie myślałem o czasach, tempie, łamaniu rekordów. To wszystko zostało na trasie w Kozienicach. Miało być luźno. Było. Do momentu gdy wystartowaliśmy. Niestety – standardowo dałem się ponieść. O dziwo po pierwszym kilometrze poczułem, że wcale nie jest tak źle. Może to atmosfera miejsca tak zadziałała. A może żona z maluchami i ich doping na każdym kółku spowodowały, że zmęczenie się ulotniło. Z pewnością występ w Koszulce Mocy tez zrobił swoje. Czułem, że bieg jest szybki. Biegłem bez zegarka, ale podświadomie czułem, że może być dobry wynik. Jednak już na przedostatnim kółku podjąłem decyzję i zrezygnowałem z walki na finiszu – przebiegając koło żony zawołałem do niej aby na ostanie 50 metrów naszykowała dzieciaki. Córeczka 7 lat i synek 4 lata. Chciałem aby wbiegły ze mną na metę. Wolałem taką chwilkę spokojniejszego finiszu z nimi niż szarpanie ostatkiem sił po wynik.

To naprawdę była piękna chwila:) Ja miałem niesamowitą frajdę, że mogłem przez tą chwilę pobiec z maluchami razem. One chyba zresztą też. Widać to po minach. Każdy zadowolony. Jest i żona uśmiechnięta w tle. Więc biegłem sobie szczęśliwy mając maluchy u boku. Warto było pobiec wolniej te ostatnie metry, ale z nimi. To było piękniejsze niż ta wymarzona życiówka. Dziwne bo chciałem wtedy biec jak najdłużej, przeciągnąć tą chwilę w nieskończoność. Wtedy zerknąłem na zegar przy mecie. Patrzę na uciekające sekundy i nie potrafię uwierzyć w to co widzę. 39:48 … 39:49 … 39:50 …. patrzę przed siebie i zaczynam się śmiać. NIEWIARYGODNE! Chyba damy radę.

39:51 … 39:52 … Ktoś robi fotkę … 39:53 … 39:54 … jeszcze tylko dwa kroki … 39:55! Meta!!!

Czas lepszy o 49 sekund od czasu z dnia poprzedniego:) Złamana granica do której dążyłem od 2 lat. Chwila zadumy. Co dalej? Czy chcesz biegać szybciej? Czy chcesz mocniej trenować? Czy jesteś gotowy na to, że czeka cię bardzo ciężka praca by pobić ten rekord. 3 razy tak. Chociaż kolejna granica nie leży o 5 minut w dół. Teraz progi ustawione są co minutę. Ten rok to plan przełamania 39 minut. Widzę szanse na taki czas, chociaż wiem jak ciężko będzie tego dokonać. Ale czym byłoby to nasze bieganie bez ciągłej walki ze sobą i swoimi słabościami?

Dam radę! Tylko kiedy? To dobre pytanie. W niedzielę pierwszy mój bieg na 10 km w tym roku. Da odpowiedź w jakim miejscu jestem po zimowej przerwie od szybkiego biegania. Jak się czuję? W miarę dobrze pomijając standardowe bóle. Czy będzie rekord? Nie wiem:) Ale z pewnością powalczę o dobre otwarcie tego sezonu. Lubię biegać w Radomiu:) Radom 09.03.2014 – Bieg Kazików – już za 3 dni – nie mogę się doczekać.

4 Responses

  1. Krasus pisze:

    Przyznaję, że dzień po dniu życiówka na dychę to jest coś niesamowitego. Pewnie to te własne mury Cię tak poniosły:)
    Aż spojrzałem na historię swojego poprawiania wyniku.
    debiut 52,5min
    3 tygodnie później 50
    po pół roku 47
    kilka miesięcy później (rok po debiucie) złamane 45;
    kolejny rok później 42:18
    i niespełna trzy lata po debiucie 40 pękła najpierw ledwie-ledwie, a potem już bezproblemowo
    w tym roku zapewne złamię 38 (trenuję obecnie pod maraton i szacuję ten wynik na podstawie swoich przygotowań maratońskich), a potem zacznie się urywanie pojedynczych sekund, jeśli w ogóle będę w stanie się poprawiać jeszcze.. 😉
    Dotąd praktycznie każdy start to była życiówka, trzeba będzie się przestawić, bo to rozpieszcza!

    • Maciek pisze:

      Marcin, cieszę się że podpiąłeś swoje wyniki:) Pokazuje to nam, jak wiele można zrobić kiedy chcemy coś zrobić:) Powodzenia w zbijaniu czasu coraz niżej. Też początkowo myślałem w tym roku złamać 38 ale raczej mało to realne:) A co do takiego dwubiegu jak opisałem to w 2012 roku miałem to samo w okolicach 45 minut. Najpierw bieg w sobotę w Skarżysku z czasem 45:05 a w niedzielę życiówka w Warce 43:43:D Takie niekonwencjonalne bieganie:D

  2. Sylwek pisze:

    Fajnie sie czyta takie historie Maciek. Załuje ze nie mogłem pobiec w Memoriale bo to także moje bloki ;] U mnie z łamaniem życiówki na 10km bylo troche szybciej, ale i z niższego pułapu zaczynałem. Oficjalnie na zawodach jeszcze nie złamałem bo i nie brałem za bardzo udziału w biegach na 10km. Treningowo zaczynałem we wrześniu 2012 od 46:44, w grudniu (uwielbiam zimowe bieganie) bylo to 43:15. Magiczna granica złamana w marcu 2013 po poł roku biegania (39:42). Tydzien po tym złamana kolejna granica 38:47. Teraz szykuje sie zeby ze Skarlandem na Ekiden złamac 38 minut. Czy sie uda? Zobaczymy, ale bardzo juz tesknie za szybkim bieganiem. Zimowe przygotowanie do maratonu troche mnie zmulilo (mimo akcentow w tempie ponizej 4 minut). To co Maciek, robimy życiówki na 10km na Ekidenie? Mnie i tobie przypadł zaszczytny dystans 10km w Skarland Running Team.

    • Maciek pisze:

      dzięki Sylwek:) Wiem doskonale, że Ty uwielbiasz szybkie biegi. I jestem przekonany, że Ekidena polecisz bardzo mocno:) A ja dam wszystko by było szybko, czy wystarczy sił na kolejne złamanie 40 minut? Mam nadzieję, z pewnością powalczę:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *