BIEGANIE SPONTANICZNE

Na otwarcie parafrazując powiedzenie Forresta napiszę „Poznasz głupiego po biegach jego”. I chyba jest w tym sporo racji. Co najbardziej lubimy w bieganiu? O jest wiele rzeczy. Ja np lubię chwile wyciszenia, kiedy mogę sobie poprzebywać sam na sam ze sobą. Lubię endorfinki w czasie i po bieganiu. Lubię zdziwione miny spotkanych ludzi kiedy biegam w upale, ulewie czy mrozie. I za masę innych rzeczy jeszcze to bieganie lubię. Ale uwielbiam bieganie za to że jest takie spontaniczne i i tak niekonwencjonalne. To jeden z tych sportów który możemy uprawiać o każdej porze roku, dnia i nocy, wtedy kiedy mamy na to ochotę.
Biegowi znajomi pieszczotliwie określają mnie i kilka osób z którymi zdarzy mi się pobiegać (Krystian, Sylwek, Janek – pozdrawiam chłopaki) jako Czuby ze Skarlandu. Cóż chyba mogę śmiało napisać że jestem liderem jeśli chodzi o niekonwencjonalne, spontaniczne i pewnie czasem głupie bieganie. Nie trzymam się żadnych planów treningowych bo ciężko byłoby mi chyba utrzymać rygor jednostek, ja po prostu sobie biegam. A dziwne i nierozsądne biegania w mojej karierze biegowej? Kilka przykładów.

  • Bieganie w 36 st upałach czy -22 st mrozach (czekałem na ostrą zimę bo uwielbiam biegać w niskiej temp) to raczej normalka i każdy z nas to kiedyś przerabiał. W ulewie, zamieci śnieżnej też nie robi wrażenia. Nie biegałem w burzę, ale tu akurat odpuszczę, raz wpakowałem się na rowerze w centrum burzy – cóż nie było fajnie, za to jasno i dość energetycznie …
  • Bieg na totalnym kacu w biegu na 10 km i otarcie się o życiówkę – niezapomniane wrażenia i ostatni tego typu wyczyn w życiu.
  • Bieganie z grypą jelitową? Czy ja jestem normalny? Ale jakie znaczenie ma to czy złapie mnie w domu czy na treningu – efekt będzie przecież ten sam.
  • Po 11 miesiącach biegania przebiegłem 401 km w ciągu miesiąca zwiększając o 200% miesięczne wybieganie – uuu – totalna głupota.
  • Samo bieganie z pękniętą łąkotką też jest dość nierozsądne choć z tego co wiem szeroko stosowane i nie jestem w tym odosobniony.
  • Zorganizowanie sobie rywalizacji 7×21 km (7 dni z rzędu bieg powyżej 21 km) – choć też nierozsądne – dało mi naprawdę sporo radości i satysfakcji. Poznałem bardziej siebie, popracowałem nad motywacją i silna wolą – naprawdę odkrywcza przygoda. A przy tym dało nikł pojęcie o tym co można czuć porywając się na takie akcje. Przecież są tacy którzy biegają przez cały rok maratony dzień w dzień. Olbrzymi szacunek.
  • Ustawienie sobie 2ch startów na 10 km z dnia na dzień przy czym pierwszy miał być biegiem po życiówkę. I był. Najkrótsza życiówka jaką miałem – następnego dnia złamałem nowy rekord o ponad 30 sek i upragnione 40 minut na 10km. Szaleństwo.
  • Przebiegnięcie 30 km rano i wyjście na wieczór tylko na 2,6 km tylko po to … bo brakowało mi tych 2,6 km do zamknięcia 5000 km. Po co czekać dłużej do kolejnego biegu, przecież można tak fajny jubileusz przywitać wcześniej.
  • Ale dzisiejsza noc była hardkorowa nawet jak dla mnie. Wróciłem do domu o 2 w nocy, (no po tym poście rodzice już z pewnością nie będą chcieli zostać z dzieciakami) stwierdziłem że bez sensu się kłaść i wstawać o 6 rano żeby zrobić niedzielne wybieganie. Ok przyznaję, że wypiłem kilka piw ale w czasie 7 godzin to żadna libacja. A nie wyszedłbym biegać gdym nie był w 100% pewnym swoich reakcji. Tym bardziej że trochę ślisko było – ale buciki które właśnie testuję spisały się wyśmienicie. Te granice rozsądku choć zatarte to jednak są. Więc ubrałem się i wyszedłem biegać. Wyszedłem bo miałem na to ochotę. Bo mogłem to zrobić – ot tak. Tak późno/wcześnie (zależy od pkt widzenia) jeszcze nie biegałem. Prawie 2 godziny nocnego biegania. Spokój, cisza, praktycznie zero samochodów. Przyzwyczajony jestem do zdziwionych spojrzeń ludzi. Ale te kilka twarzy ludzi w taksówkach wracających z imprez do domu – niezapomniany widok:) Jestem przekonany, że zastanawiali się czy ten koleś naprawdę tam biegł czy mi się wydawało. A przy tym całe to bieganie wprawiło mnie w naprawdę świetny nastrój. Czekam na ciepłe noce bo nie raz zamierzam to powtórzyć na dłuższych nieco dystansach:)

Żeby być dobrze zrozumianym, odbierajcie proszę ten tekstu jako przechwałek. Znam ludzi którzy biegają więcej, mocniej, szybciej i z którymi nigdy nie będę się w stanie zmierzyć. Zupełnie nie o to chodzi. Wiele z pkt które wymieniałem wyżej sam uważam za nierozsądne a wręcz głupie. I możecie to ocenić jak chcecie. Ale właśnie to jest moim zdaniem cudowne w bieganiu. Może być tak totalnie spontaniczne i nieograniczone. Nie ma zasad, reguł, wszystko jest ruchome. Sami określamy co możemy zrobić a czego nie. Co chcemy a na co nie mamy ochoty.  Za to kocham bieganie – uwielbiam robić niekonwencjonalne rzeczy. No i jakość przecież trzeba sobie zapracować na przydomek Czuba ze Skarlandu:)

Może macie chęć podzielić się swoimi szaleństwami biegowymi? Śmiało. Jestem przekonany, że każdy z Was pobiegł kiedyś nierozsądnie, szalenie lub wręcz głupio. Jestem bardzo ciekawy:)

11 Responses

  1. karolina pisze:

    Ja! Ja tak kiedyś zrobiłam… Przebiegłam II kielecka dychę po anginie, po 2antybiotykach, pierwszy raz na takim długim jak dla mnie dystansie tylko dlatego żeby zdobyć medal zaprojektowany przez pewnego czuba ze skarlandu , który mi się tak podobał 😀
    Świetny tekst Maciek.

    • Maciek pisze:

      hahah Karolina:) Spokojnie – co Ci się podobało, czub czy medal? Żeby ludzie dobrze zrozumieli a ja nie musiał przed Damianem uciekać, bo coraz szybszy jest skubaniec:D

  2. Damian pisze:

    no właśnie, ciekawe co Ci się żono spodobało?;) Ja tam Cię czubem nie nazywam, po prostu zwykły wariat z Ciebie 😉

  3. Piter pisze:

    No bo to chyba o to chodzi, ze człowiek musi sobie udowadniać, ze mimo postępującego wieku stać go na wiele. Myślę, że każdy tak ma.
    – Wypady w góry na jednodniówki: wyjazd o 3 nad ranem ze Skarżyska, zdobywanie gór np. w Tatrach na Słowacji i powrót tego samego dnia, czy jednodniówka w Tatrach, gdy temp.=-27st 🙂
    – 200km w jeden dzień na górskim rowerze, ok. 10 godzin w mocnym tempie
    – maratony mtb przy ponad 30 stopniach 🙂
    – sauna i tarzanie się w sniegu
    Na ten rok też szykuje się kilka takci wariactw :), a 40 stuknęło już dawno temu,
    Może ktoś opowie o swoich średnio rozsądnych pomysłach 🙂

    • Maciek pisze:

      No widzisz Pit jeśli chodzi o takie zajawki to ja miałem bardzo dobrego guru:D:D A o 100 na rowerze to bądź pewny że będę Cię molestował … bo 200 raczej nie ogarnę:D

  4. karolina pisze:

    Medal! Ale oczywiście mąż pomyślał o tobie ha ha ha.

  5. joniu pisze:

    doobry tekst! Niezły CZUB ! 🙂

  6. Kamil pisze:

    Pozytywny czub 😉

  7. Krzyś pisze:

    Hmm… Autor dobrze to przemyślał?

Odpowiedz na „KrzyśAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *